Dziecko, Mama

Co straciłam zostając mamą?

14 października 2015
mama

Macierzyństwo bez fikcji.

Ostatnio pisałam o tym, co otrzymałam w pakiecie razem z moimi dziećmi.  Jednak życie nie jest tak różowe, że tylko daje. Macierzyństwo zabiera nam. No właśnie, co zabrało mi macierzyństwo?
Może tylko zmienia nas czasowo?
Może potem jest jak dawniej?

1. Prywatność

Z chwilą przekroczenia sali porodowej obdarto mnie z prywatności. Począwszy od lekarzy, pielęgniarek po panią roznoszącą zupę i pytającą czy będę jeść, gdy ja właśnie umieram z bólu, a lekarz po raz kolejny sprawdza jakie plany ma Pierworodna, co do zobaczenia świata.
Po powrocie do domu wcale nie jest lepiej. Okazuje się, że łazienka nie jest już miejscem intymnym, a toaleta fajnie, że jest ale mama nie może tam przebywać sama – widownia ważny element. Moje macierzyństwo bez fikcji.

Mama relaks i prywatnosc
2. Egocentryzm

To oni są na pierwszym miejscu od chwili, gdy dowiedzialam się, że dołączą do naszego życia. Już podczas ciąży jedzenie przygotowywałam z myślą, czy będzie dobre dla dziecka, wybierając rodzaj porodu nie myślam o bólu, ale o tym, co będzie dobre dla malutkiego człowieka.
Dziś idąc na zakupy rzadko mam czas na godzinne poszukiwania butów czy torebki dla siebie, ale zawsze wykrzeszę z siebie drobinę zapału, aby znaleźć coś dla nich. Dziwnym trafem częściej odwiedzam sklepy dla dzieci niż dla mam.

3. Czas 

Nigdy nie miałam za dużo czasu. Zawsze potrafiłam go dobrze wykorzystywać. Może dlatego po powiększeniu się naszej rodziny tak bardzo odczuwam jego brak. Zajęć coraz więcej, a doba ma ciągle 24 godziny. Macierzyństwo zabiera czas, który był wcześniej tylko dla Ciebie; na spokojne czytanie książek, na relaksacyjną kąpiel w samotności czy wizytę u fryzjera bądź kosmetyczki.

Oczywiście to wszystko jest możliwe, chociaż nie wiem jak to robię. Wymaga od nas dobrej organizacji.
Cóż, lista przeczytanych książek nadal się powiększa, tylko tematyka i bohaterowie trochę bardziej dla dzieci, a nie dla mnie.


4. Spokojny posiłek i ciepłą kawę

Pamiętam, jak z wyrzutem mówiłam do M. wychodzącego do pracy, że chociaż będzie mógł napić się ciepłej kawy. Marzyłam o takiej przez kilka pierwszych miesięcy po urodzeniu Juniora. Robiłam 3 – 4 czasami nawet 5 filiżanek, a wypijałam może pół.
Z jedzeniem jest podobnie. Nawet kiedy udało mi się przygotować coś pysznego, przy jedzeniu na zimno było już mniej pyszne.

5. Dawne życie i beztroskę

Kiedyś wystarczał impuls, aby następnego dnia wspinać się po skałkach, na szczyty gór czy pływać po dalekich wodach. Dziś to dobrze zaplanowana wyprawa. Przygotowanie i analizowanie trwa dłużej niż wcześniej.

Wiem, że to co otrzymałam w zamian jest niesamowite, niemniej jednak coś tym moim umysłem targa.
Mam świadomość, że jest mi potrzebne wewnętrzne uporanie się ze zmianą, a macierzyństwo, to przecież nie bułka z masłem. Nie zawsze jest wspaniale, uśmiechnięte buzie dwójki maluchów i radosne śpiewy to nie jest standard. Czasami dziecko płacze, nawet nie płacze. Czasami dziecko wyje, bo tak. Bo nie chcesz ustąpić, a rozmowa to nie jest to czego oczekuje Twoje dziecko.

6. Złudzenia o matkach i żonach idealnych

Padła wizja matki idealnej w każdym calu. Skonfrontowałam siebie z medialną wizją matki idealnej. Nie z matką dnia codziennego, która ma prawo do słabości, wad i odpoczynku, ale z idealną panią domu – Bree z “Desperate Housewive”. Ujrzałam macierzyństwo bez fikcji.

Czy te straty się jakoś równoważą?

Tak, zdecydowanie tak! Pomimo tego, że czasami mam ochotę uciec jak najdalej, to oni są najpiękniejszą częścią mojego życia. Moje dwa skarby 🙂 Dzisiejszy poranek był przykładem tego, że uśmiech dziecka i wielki przytulas powodują, że zapominasz o tym wszystkim,
co powyżej.

POLECANE WPISY