Dziecko, Mama

Jedzenie w ciąży – pełne menu dla mamy

28 listopada 2013
jedzenie w ciąży

Jedzenie w ciąży to bardzo ciekawy i dyskusyjny temat. Ostatnio brałam udział w przypadkowej dyskusji, jak to kobiety w ciąży i karmiące mają ograniczone menu. Jeśli tak nie jest to i dziecko chore, i matka nie śpi po nocach.

Jedzenie w ciąży – skąd te brednie?

Jeśli dziecko jest zdrowe i nie ma żadnych problemów z układem pokarmowym to żadne diety mnie nie przekonują.
Podczas ciąży nie szalałam z dietami. Bez obaw jadłam to na co miałam ochotę, bo i tak wiedziałam, że jeśli jest coś nie hallo to Pierworodna da mi znak i się tego pozbędzie. Zresztą jakoś nie pasowały do mnie wyrzeczenia kulinarne skoro tak lubię zarówno jeść jak i gotować 😉

Zanim Pierworodna pojawiła się na świecie “obżerałam się” truskawkami (czysta przyjemność, której już za chwilę miałam sobie odmówić, jak głosiły wszelkie poradniki) czytałam, analizowałam i zastanawiałam się, jak to będzie już za chwilę, gdy bardzo będę musiała zmienić swój kulinarny zakątek.

Już widziałam te posiłki: gotowany indyk, gotowana marchewka, nie daj Boże czekolada czy orzechy.

Jedzenie w ciąży – czekolada

Jak mam wytrzymać bez czekolady pytam?

Po powrocie ze szpitala na mojej lodówce wylądowała karta zaleceń dietetycznych.
Hmmm, ale skoro ciąża to nie choroba, to czas karmienia piersią chyba tym bardziej pomyślałam po 2 – 3 tygodniach od pojawienia się Pierworodnej.

Już w 3 tygodniu zjadłam babeczki z truskawkami – nic się nie zadziało ani mi, ani Pierworodnej ;)Dla mnie to była chwila prawdziwego relaksu. Co jest lepsze dla dziecka niż szczęśliwa mama?

Uff, czyli mogę próbować dalej – czekolada?
Dlaczego nie, też nic się nie zadziało. Nie było przepowiadanych problemów z opróżnieniem u dziecka, ani innych atrakcji. Wniosek jeden – mogę robić i jeść ciasta czekoladowe.Oczywiście nie chodzi tutaj o to, żeby czekolada stała się jedynym posiłkiem.

Wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem. Oczywiście jakbym usiadła i zjadła tabliczkę czekolady to pewnie dziecko miałoby problem. Jednak nie o to w tym wszystkim chodzi.

Moje racjonalne zachowanie miało kilka punktów zakazanych. Było tak zarówno w ciąży jak i podczas karmienia piersią.
Czego należy unikać?

  1. Alkohol – nie i już. Żadnej taryfy ulgowej.
  2. Kofeina – oczywiście nie mówię tutaj o filiżance czy dwóch 🙂
    Jednak okazało się, że umiem żyć bez kawy, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe.
    Dziwnym trafem jak tylko wróciłam do korpo znów piję po 3 – 4 kubki kawy.
  3. Chemia, czyli produkty zawierające benzoesan sodu, kwas fosforanowy, glutaminian sodu – nie było łatwo.
    Jednak to mi zostało do dziś 🙂
  4. Sushi – moja teoria, że może jednak pieczone była do bani. Jak szybko zauważył ojciec Pierworodnej przecież kroją tym samym nożem i świeżą i pieczoną rolkę. Z owocami morza nie miałam problemu, bo nie lubię.
  5. Sery pleśniowe, o nich też niestety musiałam zapomnieć.

Zazwyczaj działałam zgodnie z intuicją i to się sprawdzało.

Nie wiem czy to kwestia tego, że ja wszystko jadłam, ale Pierworodna wcina wszystko co dostanie.
Nie ma alergii i doskonale się czuje buszując w kuchni.
Panie w przedszkolu były zachwycone, że taki maluch i nie grymasi tylko wcina 🙂

POLECANE WPISY