Dziecko, Mama

Miłość matki i codzienne ucieczki

23 lipca 2015
miłość matki

Czasami mam ochotę krzyczeć. Ale nie krzyczę, bo kocham. Kocham miłością, której nigdy wcześniej nie znałam. Miłość matki.
W chwilach maksymalnego wyczerpania psychicznego – nie fizycznego, z tym zawsze można sobie poradzić – znajduję siłę, aby po raz setny, tysięczny … tłumaczyć, żeby nie otwierał szuflad, żeby założyła piżamy, żeby poszła spać, że już było naście czytanych bajek i kolejne będą jutro. 

A gdy już nie znajduję (tak, jestem tylko człowiekiem) to uciekam!
Wychodzę na spacer, zamykam się na 5 minut w łazience i myślę o wszystkim tylko nie o tym, co się dzieje na dole, albo idę na kawę do sąsiadki. Bez obaw robię to, gdy Ojciec dzieci jest w pobliżu.

Gdyby ktoś opowiedział mi to zanim zostałam mamą popukałabym się w czoło.

Co robię dziś?

Po raz kolejny ze stoickim spokojem tłumaczę, odpowiadam i do tego wszystkiego jeszcze się uśmiecham.
No dobra, nie zawsze się uśmiecham, bo czasami to i świętego by ruszyło, jak to moja babcia mówiła.

To jest miłość matki.

mama

Gdy zostajesz mamą okazuje się, że razem z tą nową rolą dostajesz nie wiadomo skąd nieograniczone pokłady cierpliwości i wiary, że kiedyś będzie tak jak sobie to wyobrażałaś.

Przecież wreszcie zacznie przesypiać noce. Jeśli nie zacznie, pomyśl, że nie tylko Ty tak masz.
Zresztą każde pokolenie narzeka na nieprzespane noce przez dzieci 🙂

Wyidealizowane macierzyństwo i ojcostwo jest przereklamowane i fajnie, że coraz otwarciej mówi się wprost, że dziecko nie zawsze pachnie, nie zawsze jest czyste i uśmiechnięte.
Nasłuchałaś się, że dzieci znajomych są cudowne idealne i w ogóle sprzątały wszystko na błysk w wieku 2 lat, a rok później to czytały same bajki do poduszki. Świetnie 🙂 Inni pewnie myślą, że u Ciebie też tak jest.

Myślisz, że głupio powiedzieć, że masz już dość? Bzdura, powiedz to sobie, partnerowi…  Znajdź swój wentyl bezpieczeństwa.

Pamiętam jak dziś – dziwne, bo ten obraz nie schodzi z mojej pamięci – gdy Pierworodna miała 3, może 4 tygodnie.
Zostałam z nią sama w domu, M. poszedł do pracy. Kiedy wychodził żegnał nas siedzące na kanapie z Marianną przy piersi. Gdy wrócił widok był taki sam, bo to był jedyny sposób żeby nie płakała. Tak, siedziałam z nią cały dzień. To było dla mnie dziwne, przecież zaplanowałam inaczej. Miałyśmy iść na spacer, coś upichcić, etc.

Wiesz co zrobiłam?

Zostawiłam Ją z Ojcem i wyszłam. Obeszłam chyba blok 2 razy i wróciłam. Było znów cudownie.
Gdybym wtedy nie wyszła na spacer nie dałabym rady. Kochałam ją jak wyła wniebogłosy, była najważniejsza, ale byłam też JA i nie chciałam o tym zapomnieć. Staram się dalej nie zapominać o sobie, o każdym z nas osobno i o nas razem. Niektórych dziwiło to, że ja zostawałam z Pierworodną w domu, a M. jechał na Openera, gdy Ona miała kilka tygodni. Dla niektórych dziwne, dla nas normalne i dbające o NAS.

Staramy się znajdować czas, żeby wyjść z domu. Nie dać się udomowić naszym dzieciom. Chociaż przy dwójce jest już trudniej. Ojciec maluchów miał dziś wychodne, ja wychodzę jutro i wracam w niedzielę. Cieszę się i trochę boję. Pierworodną zostawiałam już nie raz. Dla mnie i dla Juniora to będzie pierwsze rozstanie na tak długo…
Zastanawiałam się, czy nie zabrać ich ze sobą, ale postanowiłam, że to będzie mój czas. See Bloggers już w sobotę!

Szczęśliwa matka, to szczęśliwe dzieci 🙂

 

Polecam także:

Będę za tym tęsknić, gdy dorosną…

 

POLECANE WPISY