Dziecko

Kochanie, ratujmy nasze dzieci – recenzja

15 września 2016
kochanie ratujmy nasze dzieci

Widząc zapowiedzi programu Kochanie ratujmy nasze dzieci liczyłam na dużo wiedzy i ciekawych technik, które mogą pomóc rodzicom w zmianach żywieniowych dzieci i zmianie mentalności całej rodziny. Przecież wystarczy rozejrzeć się na ulicy i widać, że to już nie w Stanach, a w Polsce dzieci tyją najszybciej. Rodzice tłumaczą te zmiany żywieniowe brakiem czasu. Może czas pomyśleć o prawdziwej edukacji żywieniowej?

Dziś obejrzałam pierwszy odcinek polskiej wersji brytyjskiego reality-show „Honey, We’re Killing the Kids” emitowanego w BBC Three do 2007 roku. Poczułam, że ktoś nie odrobił pracy domowej i jakoś ten program przygotował na szybko i bez większej analizy.

Kochanie ratujmy nasze dzieci

Rano na blogu opublikowałam artykuł o zachęcaniu, uczeniu dzieci jedzenia warzyw. Zbieg okoliczności, bo głównym tematem, który pojawił się  w kontekście diety w programie była nieudolna próba zachęcenia dzieci do jedzenia warzyw.

Kiedy na ekranie pojawiły się talerzyki z różnymi warzywami pomyślałam, że zaraz dzieciaki zostaną zaangażowane do fajnej zabawy i coś ciekawego stworzą z warzyw. Nie dziwi mnie, ze dziewczynka szybko ściągnęła z oczu opaskę żeby widzieć co ma zjeść. Też bym tak zrobiła. Chciałabym poznawać nową potrawę wszystkimi zmysłami, a poza tym skąd mam wiedzieć, co mi podadzą skoro nie znam smaków warzyw.

Kiedy prowadzący jako alternatywę do samych warzyw zaproponował zupę mało się nie udławiłam zagryzając surową marchewkę 🙂 Rodzice, ani widzowie nie dostali żadnej propozycji, która mogłaby pomóc w poznaniu, polubieniu warzyw. Na końcu programu babcia dzieci sama stwierdza, że „jest problem z warzywami”

Druga rzecz, która mnie zaskoczyła to zachęcanie dzieci do codziennego jedzenia batoników z owoców liofilizowanych. Ten rodzaj owoców nie jest zły i sama korzystam, ale głównie poza sezonem, czy jako naturalne barwniki do ciast i kremów. Dlaczego nie było mowy o koktajlach, sałatkach czy w ogóle samych świeżych sezonowych owocach. Ok, jasne producent batoników podbija sobie sprzedaż i teraz zamiast mlecznej kanapki dzieci będą zajadać baton, który wcale nie jest taki idealny i nie podałabym dziecku jako codziennej przekąski. Dlaczego?

Owoce to 31% w przypadku batona malinowego, a już tylko 26% owoców w przypadku truskawkowego.
Do tego 5% soku jabłkowego i reszta to mieszanka żelująca, której głównym składnikiem jest CUKIER.
Ile jest węglowodanów? 93 g na 100 g produktu. Zaskoczeni?
Ja tak, mleczna kanapka to 34 g węglowodanów w 100 g. Nie wybrałabym żadnej z tych opcji, a na pewno nie powiedziałabym, że proponowany baton „owocowy” to zamiennik owoców.

Czego zabrakło mi w programie
Kochanie ratujmy nasze dzieci?

  • Pokazania, że w proces zmiany diety, sposobu żywienia została zaangażowana cała rodzina. To rodzice i dziadkowie powinna dawać przykład i wspólnie z dziećmi przygotowywać posiłki pełne witamin. To jeden z czynników, o których przeczytasz w wielu książkach o żywieniu dzieci.
  • Jasnych wskazówek dla widzów, jak zachęcać dzieci do jedzenia warzyw. Ja znalazłam 10 sposobów na pokochanie warzyw.
  • Wyraźnej informacji, że owoce są dobre, ale nie oznacza to, że można jeść je bez ograniczeń.
    Podania prostej informacji, o jakiej porze należy unikać owoców, etc.
  • Pokazania, że warzywa są fajne, że można z nich zrobić dużo smacznych i miłych dla oka potraw.
    Widzowie zobaczyli zło konieczne – biedne dzieci zmuszone do jedzenia warzyw.
  • Znalezieniu w dzieciach i ich rodzinie odpowiedniej motywacji do zmiany. Motywacją był strach, czyli najgorsza motywacja, zazwyczaj krótkoterminowa.

Oglądaliście? Chętnie poznam Wasze opinie o programie.

 

kochanie ratujmy nasze dzieci

 

Interesuje Cię zdrowy rozwój malucha i dobre odżywianie? Sprawdź koniecznie:

 

 

 

print

POLECANE WPISY